Polski

P.V.

Wszystko, z czego można się pośmiać lub popłakać z ludzkiej głupoty*.
*oraz cieszyć się , że to nie my jesteśmy bohaterami dostarczonego materiału, a jak się dopatrzymy, to popadamy ze śmiechu
Rekkimaru Macie tutaj zaszczyt przeczytać kawałek scenariusza najbardziej dupkowatego komiksu jaki kiedykolwiek powstał.
Prace nad nim rozpoczęły się wspólnymi siłami wraz z moim przyjacielem już 3 lata temu. Ostatnio sprawa zaczyna przyspieszać więc Ep.1 dojdzie do skutku.



Stary człowiek siedział nad brzegiem jeziora, trzymając w rękach wędkę. Delikatny wietrzyk rozwiewał kosmyki jego srebrnych włosów. Dookoła roztaczały się piękne widoki, niemal dziewicza natura. Wysokie, nagie góry, czysta, mknąca potokami i zbierająca się w dolinkach woda. Dookoła rozbrzmiewał tylko szum traw i drzew poruszanych delikatnymi powiewami wiatru. Nie można było wymarzyć sobie lepszego miejsca na spokojną starość. Młody chłopak w okularach przeciwsłonecznych, który właśnie go minął, cofnął się o kilka kroków przyglądając się z zaciekawieniem starcowi.
- Przepraszam co pan robi?
- Ryby łowię młody człowieku – odpowiedział starzec.
- Na dwie wędki?
- Jeśli chcesz możesz połowić ze mną – powiedział, lekko zirytowany.
Chłopak szybko usiadł i wziął wędkę do ręki.
- Grzychu jestem – przedstawił się chłopak. Po czym nastąpiła chwila ciszy. Obydwaj siedzieli z wędkami w rękach, patrząc przed siebie.
- No a pan?
- Co ja?
- No jak się nazywasz dziadygo?
- Eee... To nieładnie tak mówić to starszych ludzi – starzec zirytował się bardziej.
- Serio? – Grzychu zdziwiony, zaczął drapać się po głowie – A zawsze jak byłem mały i dziadek nas odwiedzał to mama mówiła `Zajś ten zboczony dziadyga przyszedł`.
- Eee... Dobrze zapomnijmy o tym <kropelka>. Mojego imienia nie warto znać. Nie jestem nikim ważnym. Jestem tylko zwykłym starym człowiekiem, który w wolnych chwilach lubi korzystać z uciech natury i w spokoju łowi ryby...
Nastała chwila ciszy.
- Ja też piszę wiersze.
[starzec gleba]
- Nie, nie, nie. Ja tylko chciałem powiedzieć... Po prostu połówmy w spokoju ryby – powiedział staruszek.
- Spoko – chłopak rozsiadł się wygodnie.
.......
- Ale nie jest pan zboczony?
[starzec gleba]
- Nie, nie jestem! – rzucił się – A teraz bądźmy cicho bo ryby spłoszymy.
Grzychu ze skupieniem zaczął się wpatrywać w spławik. Staruszek zakręcił kołowrotkiem, zawijając żyłkę. Wyjął z worka robaka, nałożył go na haczyk i znów zarzucił wędkę.
Spokojną ciszę zakłócał jedynie lekki powiew wiatru.
- Ciekawe czy ryby pierdzą...? – spytał Grzychu.
Starzec glebnął gębą w ziemię.
- Nie pierdzą! – krzyknął.
- A te bąbelki, które wylatują z wody?
- Ryby nie pierdzą!
- Dobrze, dobrze...w sumie ma pan rację...
Atmosfera nieco się uspokoiła.
- To pewnie żaby.
- Mógłbyś na chwilę zamilknąć, młody człowieku?!
- Oczywiście. W końcu nie chcemy płoszyć ryb.
[starzec znowu glebnął]
Po pewnym czasie Grzychu znów się odezwał, spoglądając na kupkę ryb obok dziadka.
- Coś mi nie biorą.
- Musisz dalej zarzucić wędką, młody człowieku.
- Aha! – Grzycha olśniło. Wziął mocny zamach i rzucił wędką jak najdalej, po czym zaczął wpatrywać się w dal.
- Co ty odwalasz sieroto!!! – starzec zerwał się z miejsca.
- Łowię halibuta – odpowiedział, dalej ze skupieniem wpatrując się w miejsce gdzie wleciała wędka.
Staruszek ścisnął mocno wędkę w dłoniach i zaczął gonić Grzycha, próbując go uderzyć.
- Ale o co chodzi?! Nie chciał pan w spokoju połowić ryb?! – krzyknął chłopak, uciekając.

Image

Wyjdzie jak wyjdzie
Page 1 of 1 1 https://forum.thecompany.pl/humor/topic2214.html
2012-10-15T23:13:10+01:00
Macie tutaj zaszczyt przeczytać kawałek scenariusza najbardziej dupkowatego komiksu jaki kiedykolwiek powstał.
Prace nad nim rozpoczęły się wspólnymi siłami wraz z moim przyjacielem już 3 lata temu. Ostatnio sprawa zaczyna przyspieszać więc Ep.1 dojdzie do skutku.



Stary człowiek siedział nad brzegiem jeziora, trzymając w rękach wędkę. Delikatny wietrzyk rozwiewał kosmyki jego srebrnych włosów. Dookoła roztaczały się piękne widoki, niemal dziewicza natura. Wysokie, nagie góry, czysta, mknąca potokami i zbierająca się w dolinkach woda. Dookoła rozbrzmiewał tylko szum traw i drzew poruszanych delikatnymi powiewami wiatru. Nie można było wymarzyć sobie lepszego miejsca na spokojną starość. Młody chłopak w okularach przeciwsłonecznych, który właśnie go minął, cofnął się o kilka kroków przyglądając się z zaciekawieniem starcowi.
- Przepraszam co pan robi?
- Ryby łowię młody człowieku – odpowiedział starzec.
- Na dwie wędki?
- Jeśli chcesz możesz połowić ze mną – powiedział, lekko zirytowany.
Chłopak szybko usiadł i wziął wędkę do ręki.
- Grzychu jestem – przedstawił się chłopak. Po czym nastąpiła chwila ciszy. Obydwaj siedzieli z wędkami w rękach, patrząc przed siebie.
- No a pan?
- Co ja?
- No jak się nazywasz dziadygo?
- Eee... To nieładnie tak mówić to starszych ludzi – starzec zirytował się bardziej.
- Serio? – Grzychu zdziwiony, zaczął drapać się po głowie – A zawsze jak byłem mały i dziadek nas odwiedzał to mama mówiła `Zajś ten zboczony dziadyga przyszedł`.
- Eee... Dobrze zapomnijmy o tym <kropelka>. Mojego imienia nie warto znać. Nie jestem nikim ważnym. Jestem tylko zwykłym starym człowiekiem, który w wolnych chwilach lubi korzystać z uciech natury i w spokoju łowi ryby...
Nastała chwila ciszy.
- Ja też piszę wiersze.
[starzec gleba]
- Nie, nie, nie. Ja tylko chciałem powiedzieć... Po prostu połówmy w spokoju ryby – powiedział staruszek.
- Spoko – chłopak rozsiadł się wygodnie.
.......
- Ale nie jest pan zboczony?
[starzec gleba]
- Nie, nie jestem! – rzucił się – A teraz bądźmy cicho bo ryby spłoszymy.
Grzychu ze skupieniem zaczął się wpatrywać w spławik. Staruszek zakręcił kołowrotkiem, zawijając żyłkę. Wyjął z worka robaka, nałożył go na haczyk i znów zarzucił wędkę.
Spokojną ciszę zakłócał jedynie lekki powiew wiatru.
- Ciekawe czy ryby pierdzą...? – spytał Grzychu.
Starzec glebnął gębą w ziemię.
- Nie pierdzą! – krzyknął.
- A te bąbelki, które wylatują z wody?
- Ryby nie pierdzą!
- Dobrze, dobrze...w sumie ma pan rację...
Atmosfera nieco się uspokoiła.
- To pewnie żaby.
- Mógłbyś na chwilę zamilknąć, młody człowieku?!
- Oczywiście. W końcu nie chcemy płoszyć ryb.
[starzec znowu glebnął]
Po pewnym czasie Grzychu znów się odezwał, spoglądając na kupkę ryb obok dziadka.
- Coś mi nie biorą.
- Musisz dalej zarzucić wędką, młody człowieku.
- Aha! – Grzycha olśniło. Wziął mocny zamach i rzucił wędką jak najdalej, po czym zaczął wpatrywać się w dal.
- Co ty odwalasz sieroto!!! – starzec zerwał się z miejsca.
- Łowię halibuta – odpowiedział, dalej ze skupieniem wpatrując się w miejsce gdzie wleciała wędka.
Staruszek ścisnął mocno wędkę w dłoniach i zaczął gonić Grzycha, próbując go uderzyć.
- Ale o co chodzi?! Nie chciał pan w spokoju połowić ryb?! – krzyknął chłopak, uciekając.

Image

Wyjdzie jak wyjdzie

2012-10-16T07:13:49+01:00

Re: P.V.

Skaczący Francuzi z Maine

To bardzo rzadkie zaburzenie psychiczne, uważane za jeden z kulturowo uwarunkowanych, neurologicznych zespołów strachliwości. Nazwa tej przypadłości nawiązuje do pierwszego jej odnotowania – pod koniec XIX wieku pewien neurolog prowadził obserwację pięćdziesięciu francuskich drwali, którzy mieszkali na odludziu położonego przy wschodniej granicy z Kanadą, stanu Maine. Pacjenci charakteryzowali się zaburzeniami kontroli swego ciała, objawiającym się m.in. gwałtownymi reakcjami na hałas.

Jednak najciekawszym aspektem dolegliwości tych pacjentów było ich bezwarunkowe posłuszeństwo - badacz wydawał polecenie, a badany głośno powtarzał rozkaz i bez zastanawiania się wykonywał go (nawet jeśli proszono go o zamordowanie siekierą własnej matki).
Zbliżonym zaburzeniem jest zespół Tourette'a, który podobnie jak przypadłość Francuzów z Maine, objawia się tikami i motorycznymi, niekontrolowanymi reakcjami na bodźce.

To rzucenie wędką naprowadziło mnie na właściwy trop. Reksiu rysuje własne Silent Hill :ok1:

2012-10-16T13:35:53+01:00

Re: P.V.

Coś mi tu pachnie smoczymi jajcami ale nie mogę na to położyć palca...

Return to Humor